czwartek, 17 lipca 2014

(Wataha Wody) Od Hinomoto

Gdy stałam tak patrząc na włamywacza zapomniałam o mojej nagości. Zastanawiałam się co tu robi i kim jest.
- Coś ty za jeden? – Przyglądałam mu się z zaciekawieniem.
- Akatsuki, Wataha Morku. – Powiedział patrząc na fotel.
- Co ty tu robisz? – Rozejrzałam się po mieszkaniu.
- Uciekłem od Aoime, chciałem się tu ukryć, nie wiedziałem, że tu mieszkasz. – Mówił szybko.
Nagle sobie przypomniałam, że jestem naga, na szczęście ciemność przysłaniała większość mnie. Westchnęłam i go puściłam, po czym poszłam do łazienki i ubrałam jakiś ręcznik.
- Usiądź, zaraz wszystko sobie wytłumaczymy. Tylko pozwól mi się odświeżyć. – Powiedziałam, a on pokiwał głową.
Wzięłam prysznic i ubrałam się szybko w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Po czym wyszłam z łazienki i ruszyłam do kuchni, przy okazji zapalając światła.
- Chcesz czegoś się napić? – Zapytałam.
- Nie trzeba. – Odparł.
- To napijesz się herbaty. – Powiedziałam wstawiając już wodę.
Do tego znalazłam jakieś ciasteczka w szafce i po chwili wszystko podałam.
- Dobrze teraz od początku, bo jakoś nam to nie wyszło. Jestem Hinomoto z Watahy Wody. Ty jesteś Akatsuki z Mroku i ukryłeś się tu przed Aoime. Pytanie czemu. – Napiłam się cieczy.
- Cóż, podobna historia do tej. – Zaśmiał się nerwowo.
- Dobrze, nie wnikam, chcesz to możesz zostać. Tylko bez sztuczek. – Powiedziałam do niego, patrząc dość zimnym wzrokiem.







środa, 16 lipca 2014

(Wataha Mroku) Od Aoime

Dni mijały na organizacji tego miejsca. Jeśli mamy tu zostać, dopóki nie odkryjemy tajemnicy portalu to chociaż wykorzystujmy możliwości tego miejsca.
Martwiło mnie tylko, że moja wataha gdzieś znikała, przykładowo taki Mins wyruszył gdzieś, nikt nie wie gdzie, by "zrozumieć samego siebie", Love za nim pobiegła, reszta też się gdzieś włóczy... A ja byłam jak bezradna matka, chcąca zapewnić bezpieczeństwo im wszystkim.
I musiałam znaleźć za wszelką cenę Akiego i wyczyścić mu  z pamięci całą tą sytuację...
Jednak nie było mi dane planowanie tego wszystkiego i wyobrażanie sobie jego obitej mordy... Aż serce pęka.

Swoją drogą, czemu coraz więcej osób zapuszcza się do mojego domu bez pozwolenia? Zatęskniłam za nabijanymi wnętrznościami na pal przed domostwem... Chociaż może teraz uznaliby mnie za opętaną i wsadzili w kaftanik bezpieczeństwa i do paki. Kiepski pomysł.
Czekałam, aż podejdzie. Nie znałam jej zapachu, była nowa i zionęła śmiercią. Milusio.

 - Witam. 
Moja rozmówczyni nie wydawała się ani miła ani łagodna, a już na pewno nie kobieca w tym momencie.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Ari, z tego co widzę, macie słabe wilczki. Ty jednak nie jesteś taka słabiutka.
- Skąd możesz wiedzieć jaką kto ma siłę?
- To proste. Jeden się nieco chciał pobawić, wzięłam jego łeb jakbyś chciała to ci go zwrócę - uśmiechnęła się maniakalnie, ale w piękny sposób, miała cięty język, zaczynało mi się to podobać... do czasu, aż nie zobaczyłam jego łba.
- Co?
Tak, bo właśnie w tym momencie pod moimi stopami leżał łeb nikogo innego jak Shadow'a. Na początku odczułam ulgę, bo przypomniałam sobie te wszystkie chwile, kiedy zagrażał mi albo komuś z moich pobratymców, następnie zawód, bo przypomniałam sobie tamtą noc, a na końcu złość, że została mi odebrana możliwość skrócenia go o głowę. Gdzieś tam w środku przebijał się smutek, bo jednak był to mój towarzysz swego czasu... Obawiałam się tylko, że to wszystko odbiło się w mojej mowie ciała, a emocje malowały się na mojej twarzy i było to wszystko widać jak na dłoni.
- Nie wiem, czy wiesz, ale po takim przywódcy wilki się tylko marnowały, do tego był niezbyt przyjazny - jedno trzeba było jej przyznać, potrafiła stać nieruchomo. 
- Kim ty do cholery jesteś? - zaczynałam się denerwować, a ona to odczuła.
- Jednym z popularniejszych morderców. Niestety mam pewnie uniedogodnienia jeśli chodzi o moje gusta smakowe. Jednak bez stresu, nie żywię się wilkami. Tak nawiasem, on był niższy z dwie rangi.
- Rangi? - zbiła mnie z tropu.
- Dzielę wilki na rangi, czyli ich umiejętności. W tym przypadku był z  dwie rangi niżej niż ja, ty jesteś wahająca się z tego co widzę - wbiła we mnie wzrok.
- Słucham?
- Niedługo będziesz równa mojej sile, ponieważ się rozwijasz.
- Jakim żywiołem władasz? - zapytałam.
- Spójrz pod nogi, na ściany i na sufit. - uśmiech jej nie opuszczał.
- Co to? - poderwałam się na nogi.
Zaniepokoiłam się, widząc, jak jej powietrze jest wszędzie. Mogłaby to zniszczyć bez problemu.
- Moja moc.
- Powietrze. - rzuciłam pod nosem.
Cudownie. Kolejna osoba, która ma stanowczo za wysokie ego i będzie rządzić powietrzem.
- Nietrudno zgadnąć.
- Poza tym, może zdradzisz mi wasze nazwy? 
- Jestem Aoime, a ty zabiłaś Shadowa.
- Czyli według waszych zasad mogę zostać alfą, czyż nie? - wyraźnie było widać, że kpi sobie ze mnie.
- Nie wiem, czy taki geniusz jak ty chce się na to pisać. 
- Geniusz to głupia nazwa ludzka na osoby z niemałymi umiejętnościami. Raczej nie było to niegrzeczne czy nietaktowne.
- Na zostanie alfą potrzeba zgody reszty - ciągnęłam dalej, nie zważając na nią - Nie wiem, czy uda ci się ją uzyskać pozostając w takim nastawieniu, a chyba nie chcesz rządzić trupami, mordując nas wszystkich? 
Zamyśliła się, prawdopodobnie wymyślając jakąś ciętą ripostę, która zdenerwuje mnie jeszcze bardziej, ale zamiast tego... cóż, zaskoczyła mnie.
- Więc co proponujesz?
- Zmianę nastawienia, zgarnięcie posady alfy i trochę dobrej zabawy?
- Mówiłaś, że na to potrzebna jest zgoda pozostałych.
- Którą ja jestem w stanie ci załatwić - uśmiechnęłam się tajemniczo - Więc jak?

wtorek, 15 lipca 2014

(Wataha Powietrza) Od Rapix

Poczułam się dziwnie , myślałam że coś jest nie tak ze mną. Forever Young zaczęło zachodzić mgłą , obraz robił się coraz bardziej niewyraźny. Próbowałam biec lecz coś trzymało mnie w okowach. Nagle rozbłysło się jasne światło wylądowałam w krainie ludzi. Musiałam się ukryć nie mogli spostrzec skrzydeł.
Biegłam przed siebie szukając drogi donikąd. Moim tymczasowym schronieniem przed ludźmi były mroki nocy.Ukryłam się w ciemnym zaułku. Wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
-Kim ty jesteś ?-zapytała dziwnie spoglądając na moje skrzydła.
Chwyciłam ją szybki ruchem tak by zasłonić jej usta ręką.
-Jesteś z watahy powietrza ?- zapytała wyrywając się z uścisku.
-Skąd wiesz kim jestem ? -zapytałam oniemiała .
Dziewczyna zmieniła się w wilczą postać. - Znam twoją tajemnice .-dodała.
-Z jakiej jesteś watahy ?-zapytałam.
-Z watahy Mroku , tak w ogóle jestem Rin.-odrzekła zmieniając się w człowieka.
-Jestem Rapix , gdzie ja jestem i co się stało z Forever Young ?- zapytałam.
-Opowiem Ci wszystko , ale nie tutaj chodź ze mną.-powiedziała i udałyśmy się w bardziej bezpieczne miejsce.
Zabrała mnie do pięknego ogromnego budynku pełnego rzeczy których nigdy nie widziałam.
Opowiedziała mi co tak naprawdę stało się z krainą i moją watahą.Objaśniła że muszę się zmienić , nie mogę przecież biegać po mieście ze skrzydłami. Zmieniłam się nie do poznania.
Cóż wyglądało na to że muszę zostać w tym świecie i być  taka jak ludzie. Dziewczyna wręczyła mi jakiś przedmiot zaczął piszczeć i wibrować. Wyjaśniła że to ustrojstwo nazywa się "telefon" , powiedzmy że działa on w ten sam sposób  co nasze mentalne wilcze wiadomości.
Kierowałam się w stronę wyjścia -Czekaj zostań chociaż do rana-powstrzymała mnie Rin.
Miło z jej strony szczególnie że nie znałam tej dziczy i nie miałam się gdzie podziać.
Rin wskazała mi jaskinie tfu Rapix jesteś człowiekiem-pomyślałam- ... wskazała pokój w którym spędzę noc. Byłam wyczerpana wydarzeniami minionego dnia , a zagięcia czasoprzestrzeni sprawiły że rozbolała mnie głowa.
-Dziękuję Ci -powiedziałam. Rin uśmiechnęła się i zamknęła drzwi.

(Wataha Wody) Od Hinomoto

Szybko przygotowałam się do zlecania, mimo zmęczenia i wielu niedogodności umówiłam się z 4 klientkami. Wydawało się, ze miały łatwe problemy, tak wiec sądziłam, że się nie przemęczę. Po dotarciu do restauracji, spostrzegłam kobietę, która nietypowo się rozglądała. Usiadłam, a  ona od razu rzuciła pieniądze na stół.
- Prześladuje mnie stalker, zlecenie jest na morderstwo. – Wyszeptała i odeszła.
Spojrzałam się na pieniądze i pomyślałam nad tym, ale skoro po to mnie wynajęła, to trudno… Wilk znowu zabije człowieka. Wstałam i od razu zauważyłam kolesia, który za nią poszedł. Zaprowadziła go gdzieś w zaułek i liczyła dalej na mnie. Weszłam tam i popchnęłam go na ścianę, a moja klientka uciekła. Mężczyznę następnie obezwładniłam wodą i szybko przyklejając się wodą do budynku weszłam na sam szczyt, po czym upozorowałam samobójstwo, przedtem jednakże wysłałam z jego telefonu kilka ciekawych sms’ów. Następnie zmyłam się z budynku na kolejne spotkanie. Ta kobieta jednakże chciała bym zastraszyła jakiegoś mężczyznę, a najlepiej go uciszyła, przez wzgląd na to, że chce ją oskarżyć o pobicie. Dość nietypowa sprawa. Po gotówce do ręki poszłam dwie przecznice dalej, gdzie kupował nowy samochód, wydaje mi się, ze  Agera R. Podeszłam do niego i oczywiście mój plan się powiódł, koleś oszalał na moim punkcie. Zabrał mnie swoim nowym samochodem do siebie, a gdy tylko zamknął drzwi stanęłam w pozycji „nie podchodź”. Skrzywił się delikatnie, a  ja szybko przeszłam do rzeczy.
- Jeśli pójdziesz z czym kolwiek na policję to sprawię, że już nigdy nie ujrzysz bankomatu. – Mruknęłam.
- Co taka chudzinka mi może zrobić? – Zaśmiał się.

Od razu dostał serię cisów pięścią na twarz i kopniak z obrotu prosto w żebro. Prawdopodobnie Będzie to tylko oznaczało siniaki i nic więcej, ale mężczyzna po czymś takim się nie otrząśnie tak szybko i zamilknie. Wolę nie korzystać zbyt bardzo z mojej siły. Potem jeszcze dwie misje o jakieś głupie spory. Odzyskałam tym kobietom ich własności, zaś mężczyźni przysięgli, że nie będą już się do nich zbliżać, by je skrzywdzić. Potem ruszyłam by być kelnereczką. Było to dość uciążliwe, ale dowiedziałam się paru nowości. W takich miejscach jest dużo plotek i innych rzeczy. Po pracy ruszyłam do domu. Niestety odpoczynku raczej nie było. Zdjęłam dosłownie wszystko co miałam na sobie po wejściu do domu i szybko przemknęłam do łazienki. Po zimnym prysznicu szybko się odpindrzyłam i pojechałam na bankiet, o którym dowiedziałam się w moim miejscu pracy. Lepiej nie wiedzieć skąd miałam papierki by tam wejść. Po wejściu dużo ludzi się do mnie przykleiło, przez wzgląd, że nikt mnie nie znał. Nie wiedziałam, że ludzie są tacy dociekliwi, ale przez to już miałam parę w tyk w biznesach. Trochę powęszyłam, poznałam różne osoby i znalazłam kilku klientów, których sprawdziłam, ale jeszcze się nie spotkaliśmy. Trochę poudawałam niewiadomo kogo itp. I tyle. Co było najlepsze? Nikt nie ma prawa mnie poznać poza tymi bankietami, czemu? To proste, byłam w perełce i bardzo ostrym makijażu, czego aż tak nie było widać. Byłam już lekko wykończona, ale wciąż popijałam drogiego szampana i gadałam z ludźmi. Niektórzy po alkoholu stali się tacy otwarci, że aż byłam w szoku. Na szczęście spotkanie nie potrwało długo i mogłam na spokojnie wrócić do domu. Tak jak poprzednim razem po zamknięciu drzwi z automatu rozebrałam się całkowicie.

(Wataha Mroku) od Akatsukiego

W tym mieście jest dosyć nudno - stwierdziłem w myślach spuszczając wpierdol kolejnemu facetowi, który próbował mnie zaatakować.
Dlaczego wszyscy mnie atakowali?
Hmm... Dobre pytanie.
Jestem pewien, że Aoime lub Rin stwierdziłyby, że to dlatego, że lubię chodzić w nieodpowiednie miejsca, a ta druga by dodała coś w stylu "w dodatku twoja irytująca gęba, aż prosi się o mordobicie".
Właśnie... Nie widziałem ostatnio Rin.
Wróciłem na nasze tereny i zajrzałem do jej domu, drzwi miała zamknięte...
Westchnąłem ciężko i z kieszeni wyjąłem podręczny zestaw do otwierania zamków (ostatnio miałem takie hobby).
Otworzenie zamka zajęło mi dosłownie około 20 sekund.
Wszedłem do środka i nikogo nie było, czyli nie zamknęła się dla świętego spokoju.
Następnie wybrałem się do gotyckiego zamku Aoime (serio jej się chciało tutaj mieszkać?).
Wszedłem przez otwarte wrota i zajrzałem do środka.
Znowu cisza. Zacząłem iść dalej i nagle usłyszałem dźwięk lecącej wody z kranu zza drzwi na korytarzu na piętrze).
Niewiele myśląc wszedłem do środka (tak, w sumie jak teraz o tym myślę to nie było to zbyt mądre).
W środku... Można oględnie powiedzieć, że "krajobrazy" były ciekawe.
Okazało się, że Aoime wyszła właśnie spod prysznica. Zaskoczyło mnie, że miała dosyć piękne kształty, jednak w sumie mam teraz inne zmartwienia.
Ups... Chyba nie miałem żadnej wymówki, a mogłem się od niej spodziewać nawet zamachu na moje życie.
 - Co... Ty... Tu... Robisz?! - Raczej nie wyglądała na zbyt uszczęśliwioną faktem, że widzę ją bez ubrań.
  - Wybacz, ale muszę opuścić tę domenę w trybie ekspresowym - zamierzałem się dyskretnie usunąć z pola jej widzenia, a konkretniej jej pola rażenia.
 - Myślisz, że tak łatwo się wymigasz - wyglądała na coraz bardziej wkurwioną. - Najpierw wybiję ci z głowy wszystko co się tutaj wydarzyło, a może i przy okazji nie będziesz pamiętał nawet, jak się nazywasz zboczeńcu.
Z trudem spróbowałem uniknąć błyskawicznego prawego sierpowego, który mi wymierzyła Aoime, ale nie udało mi się go ominąć całkowicie, ponieważ wciąż oberwałem niezwykle mocno połową jej pięści w moje prawe ramię, a ja sam zostałem odrzucony w tył, aż do ściany, ale nie miałem czasu na oszołomienie. Szybko zebrałem się w sobie i wybiegłem z jej zamku, licząc na to, że zyskam trochę czasu na ucieczkę, ponieważ nie wybiegnie za mną naga, ale wiedziałem jedno: nie powinienem przez jakiś czas pokazywać się na terenach dzielnicy mroku.
Wybrałem, że ukryję się w dzielnicy powietrza, ponieważ według Aoime chyba nie powinienem się tam kryć, gdyż nikogo nie znam, ale jest tam również kilka niezamieszkanych domków.
Na swoją tymczasową lokację wybrałem blok i przedostatnie piętro - wątpię, żeby ktokolwiek mnie tam szukał. Wjechałem na 11 piętro i akurat wychodząc z windy zobaczyłem drzwi, które przyciągnęły moją uwagę
Wślizgnąłem się tam z zamiarem przenocowania, gdy nagle usłyszałem jakiś głos. W dodatku dziewczęcy.
Fuck. Jednak to nie było niezamieszkane mieszkanie.
Po chwili zobaczyłem właścicielkę, która również była rozebrana.
Co to za porąbany dzień? Ale w sumie... Nie jest taki zły.
Po chwili mnie zauważyła i szybko przygniotła swoją mocą powietrza do ściany.
Nie stawiałem oporu. Rozjuszona naga kobieta to niezwykle niebezpieczna istota i jej siła fizyczna wzrasta kilkukrotnie, poza tym miałem jeszcze nadzieję wyjaśnić pokojowo ten "pechowy przypadek".

Ranking

Informuję, że ranking przed chwilą został zaktualizowany :)

(Wataha Mroku) od Rin

Wkrótce po tej rozmowie rozstałam się z Hinomoto.
- W takim razie sądzę, że nasze drogi w tym momencie się rozchodzą. – Powiedziała wyciągając do mnie rękę.
- Tak… - Odparłam pozytywnie zaskoczona tym, że nie zamierza wyciągać ze mnie moich sekretów - nie żeby to miało sens.
Kiedy wróciłam do Mora Soul nie wydawało mi się, jakby tutaj cokolwiek się zmieniło. Miasto wydawało się, jak każde inne, mimo iż część jego mieszkańców, wcale nie była, jak każdy inny normalny człowiek.
Westchnęłam ciężko.
Doprawdy... Czy tutaj się nic ciekawego nie dzieje..?
Szybko przebiegłam się do mojego mieszkania i rzuciłam mój plecak w jego wejściu. Zamierzałam zajrzeć do Aoime i zapytać się o jakieś wydarzenia, ale po chwili z tego zrezygnowałam, gdyż w sumie nie musiałam się tak spieszyć, ponieważ niekoniecznie ktokolwiek zauważył, że wyjechałam stąd.
Wyszłam, żeby się nie siedzieć w środku tej opustoszałej willi, ponieważ nie miałam zbytnio ochoty siedzieć w zamknięciu.
Zawędrowałam, aż do dzielnicy w której były wilki powietrza. W sumie nigdy tutaj nie zaglądałam, pomijając paniczną ucieczkę przez te tereny z Akatsukim po odwiedzinach na cmentarzu i spotkaniem się z prawdziwym Żniwiarzem.
Nagle wpadłam na jakąś dziewczynę, która ukrywała się w mroku zaułków.
 - Kim ty jesteś? - Zapytałam, a ona po chwili zakryła mi usta dłonią.
Spojrzałam na jej skrzydła... Czyżby wataha powietrza... Jakoś nie mogłam jej zbytnio skojarzyć.
Wyrwałam się po chwili z ucisku i zapytałam:
 - Jesteś z watahy powietrza?
 - Skąd wiesz kim jestem? - Zapytała oniemiała.
Kąciki ust drgnęły mi lekko w uśmiechu i po chwili zmieniłam się w moją wilczą postać.
 - Z jakiej jesteś watahy? - Zadała pytanie.
 - Z watahy Mroku, a tak w ogóle to jestem Rin - zmieniłam się z powrotem w człowieka.
 - Jestem Rapix, gdzie ja jestem i co się stało z Forever Young? - Zadała kolejne pytania.
Taa... To w sumie jest temat na dłuższą rozmowę.
 - Opowiem ci wszystko, ale nie tutaj, chodź ze mną - powiedziałam i zaprowadziłam ją w bardziej bezpieczne miejsce.
Bardziej bezpiecznym miejscem była moja willa i tam ją zaprowadziłam.
Otworzyłam drzwi... Chwila, czy one nie powinny być zamknięte?
 - Pozwól na chwilę - powiedziałam i bez uprzedzenia zmieniłam się w wilka.
Wzięłam głęboki wdech i wyczułam zapach najbardziej znienawidzonej przeze mnie osoby - Akatsukiego. Co ten zboczony przygłup tutaj robił?!
Wróciłam do ludzkiej postaci i zaklęłam pod nosem wspominając coś o niedorozwiniętym zboku.
 - Coś się stało? - Zapytała Rapix.
 - Nie, nic takiego - odparłam. - Po prostu potem będę musiała złożyć mojemu sąsiadowi "przyjacielską wizytę" i tyle - na tym zakończyłam temat.
Zaprosiłam ją do salonu, gdzie zapytałam się jej:
 - Pijesz kawę? Czy może wolisz coś innego? Mam Sprite'a, Colę, Mirindę..
 - Co? - Zapytała.
Ahh.. Zdałam sobie sprawę, że w Forever Young nie było czegoś takiego jak napoje z puszki i kawa.
 - Nieważne - odparłam. - To po prostu są tutejsze napoje. Może spróbujemy na początek z sokiem pomarańczowym.
Nalałam do dwóch szklanek podobną porcję soku i podałam jedną z nich Rapix.
 - Jesteś pewna, że to nie jest otrute? - Spytała. - To ma jakiś dziwny kolor?
 - Nie, chyba jest spoko - odpowiedziałam. - Spróbuj.
Napiła się kilka małych łyczków.
 - Dobre - stwierdziła zaskoczona.
Wskazałam jej na jedną z mufinek leżących na talerzu, który przyniosłam wraz z sokiem.
 - Spróbuj jeszcze tego. To mufinki waniliowe, uwielbiam je.
 - Wracając do tematu, kiedy dotarłaś tuta? - Spytałam.
 - Hmm... Dzisiaj.
 - A wcześniej, gdzie byłaś?
 - Nom. W Forever Young, wszystko było normalne i byli tam wszyscy... - Powiedziała.
HHmmm.. Czyżby to było zagięcie czasoprzestrzenne?
Wyjęłam z kieszeni notes w którym miałam wszystkie pomysły dotyczące powrotu do Forever Young i zanotowałam kilka słów "zagięcie czasoprzestrzenne", "portal o dużej mocy" i "możliwość odkrycia szansy powrotu do domu".
 - Ciekawe - mruknęłam pod nosem.
Schowałam notes do kieszeni i zignorowałam jej zaciekawione spojrzenie.
 - Mamy teraz ważniejszą kwestię do omówienia - powiedziałam. - Na pewno nie możesz tak chodzić na co dzień z tymi skrzydłami.
 - A co mam z nimi zrobić?
 - Powinnaś jakoś się odmienić... Sama kiedyś to zrobiłam z moją postacią.
 - Ale jak to zrobić?
Na początek się skup i pomyśl o odmianie, o nowej postaci... Może posiadasz w sobie ukryty talent do zmiany postaci, ponieważ powietrze nie należy do stałego żywiołu, ciągle się zmienia.
Skupiła się na przemianie z zamkniętymi oczami, aż wystąpiły na jej czole kropelki potu. Nic dziwnego, że jej na tym tak zależy. Tutaj nie powinniśmy się zbytnio jak na razie wyróżniać, zwłaszcza skrzydłami - w końcu od tego może zależeć nasze życie.
 - Chyba nic z tego - westchnęła i po chwili otulił ją delikatny połysk.
Na jej miejscu siedziała cycata blondyna.
 - To chyba jeden problem mamy z głowy - stwierdziłam, byłam lekko zaskoczona, że to tak łatwo poszło.
 - Powiedz mi co to za miejsce...
 - To jest miasto ludzi, a raczej było ludzi, zanim my się tutaj nie pojawiliśmy o nazwie Mora Soul.
Podniosłam rzuconą mapę pod sofę przed wyjazdem, która zawierała plan miasta.
 - Wygląda ono mniej więcej tak - pokazałam jej dzielnice, centrum, a ty byłaś mniej więcej tutaj - wskazałam jej miejsce trochę poza dzielnicą powietrza. - Nie są to tereny całkowicie opanowane, zamieszkuje je najwięcej ludzi najgorszego rodzaju i w sumie nie powinniśmy zbytnio ingerować w tamto miejsce, ponieważ lepiej nie wywoływać zbędnego konfliktu, jeśli nie chcemy ujawnić naszą prawdziwą tożsamość.
 - A co z resztą watahy? - Spytała.
 - O ile mam dobre dane to większość dotarła tutaj bezpiecznie. Za to nie słyszałam nic o watasze światła i kilku innych osobnikach. Możesz mi powiedzieć, gdzie byłaś, kiedy zaczęło się przenoszenie na poziomie 9 wymiarów?
 - Dziewięciu wymiarów?
 - Nom - odparłam. - Nie wygląda to na zwyczajny portal, więc podejrzewam tutaj ingerencję bardziej skomplikowanych przestrzeni.
 - Byłam akurat na prawie najdalej wysuniętych terenach watahy powietrza od Polany Pojednania w centrum.
Hhhhmmm... Jeśli się nie mylę, to być może odległość od centrum Forever Young mogła mieć znaczenie,a jaskinia terenów światła znajduje się na dalej wysuniętych terenach od centrum, co by wyjaśniło zniknięcie całej watahy. Im dalej od centrum tym bardziej portal był niestabilny, czyli najprawdopodobniej zaginęli w czasoprzestrzeni, ale chyba nie ma sensu zbytnio ustalać ich pozycji, ponieważ nikt raczej nie wyruszy ich ratować, gdyż szanse przeżycia i dotarcia tam wynoszą 0,0034*0,001 %.
 - Trochę się to miejsce jest inne - powiedziałam. - Istnieje tutaj elektryczność, telefony, laptopy i internet.
Wyjęłam jeden z 3 pozostałych nowych telefonów dotykowych, które kiedyś zabrałam ze sklepu nawet nie wiedząc co to jest - to było tuż po przeniesieniu.
 - Zapisz sobie od razu w telefonie mój numer:5312234523 i w razie potrzeby dzwoń - podałam jej kartkę z moim numerem i opakowanie sprzętu.
W skrócie streściłam jej na jakich zasadach działa ten świat...

(Wataha Powietrza) Od Ari

Ruszyłam się do jakiegoś miasta, było tu dużo ludzi, co oznacza, że niedługo zacznie się trochę morderstw. W pewnym momencie znalazłam się w jakimś zaułku, a za mną staną niezwykle ciekawy kąsek. Niestety jego mięso nie było dla mnie, ponieważ był wilkiem.
- To moje tereny. – Spojrzał na mnie zabójczym wzrokiem.
- Co mnie to obchodzi? – Wyprostowałam się.
- Wypieprzaj z nich. – Powiedział.
- Zero szacunku dla gości. – Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, po czym szybko zaatakowałam.
Walka była nudna, chociaż on chyba wykorzystał swoją moc w jak największej ilości, to był słabszy. Tak jakoś o dwa poziomy, co oznacza, ze jest tu więcej wilków, a skoro to jego tereny, to był kimś w rodzaju przywódcy. W takim układzie jak taki chłystek mógł objąć tak wysoką rangę, skoro jest był słaby jak kobieta. Postanowiłam ogarnąć trochę miasto i znaleźć wilki. Wpadłam na szczęście na jakiegoś mrocznego wilczka, który zaprowadził mnie w ciekawe strony. Było mrocznie i była dziwna energia. Po dostaniu się do środka tak jak podejrzewałam już wiedziano, że tam jestem. Jakaś miła osóbka siedziała z morderczym wzrokiem wpatrując się w moją postać.
- Witam. – Stanęłam nieco jak facet czekając na odpowiedź.
- Kim jesteś? – Zapytała.
- Ari, z tego co widzę macie słabe wilczki. Ty jednak nie jesteś taka słabiutka. – Przyjrzałam się jej.
- Skąd możesz wiedzieć jaką kto ma siłę? – Zapytała.
- To proste jeden się nieco chciał pobawić, wzięłam jego łeb jakbyś chciała to Ci go zwrócę. – Uśmiechnęłam się.
- Co? – Udawała, że nie rozumie.
Wywaliłam głowę jakiegoś wilczka przed nogi i kopnęłam do niej. Widać było, że go znała.
- Nie wiem czy wiesz, ale po takim przywódcy wilki się tylko marnowały, do tego był nie zbyt przyjazny. – Stałam w jednym miejscu.
- Kim ty do cholery jesteś? – Wkurzyła się bardziej.
- Jednym z popularniejszych morderców. Niestety mam pewne niedogonienia jeśli chodzi o moje gusta smakowe. Jednak bez stresu nie żywię się wilkami. Tak nawiasem, on był niższy z dwie rangi. – Uświadomiłam jej.
- Rangi? – Zapytała.
- Dzielę wilki na rangi, czyli ich umiejętności. W tym przypadku był z dwie rangi niżej niż ja, ty jesteś wahająca się z tego co widzę. – Przyjrzałam się jej.
- Słucham? – Chyba nie otrząsnąć.
- Niedługo będziesz równa mojej sile, ponieważ się rozwijasz. – Mruknęłam.
- Jakim żywiołem władasz? – Jej pytania stawały się nużące.
- Spójrz pod nogi, na ściany i sufit. – Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Co to? – Wstała.
Moje powietrze było dosłownie wszędzie, wiec bez problemu byłabym w stanie rozwalić to miejsce.
- Moja moc. – Oparłam się w końcu o ścianę.
- Powietrze. – Powiedziała pod nosem.
- Nietrudno zgadnąć. – Odparłam.
Przez tą cała rozmowę dało się wypatrzeć jedno, ona jest zmęczona i chce bym myślała, że straciła czujność. Podejście jak do głupca, ale co poradzić. Wilczki nie doceniają takich osób jak ja.
- Poza tym, może zdradzisz mi wasze nazwy? – Spojrzałam jej głęboko w oczy.
- Jestem Aoime, a ty zabiłaś Shadowa. – Powiedziała szybko.
- Czyli według waszych zasad mogę zostać alfą, czyż nie?- Zakpiłam sobie.
- Nie wiem czy taki geniusz jak ty chce się na to pisać. – Powiedziała ironicznie.

- Geniusz to głupia nazwa ludzka na osoby z nie małymi umiejętnościami. Raczej nie było to niegrzeczne, czy nie taktowne. – Wyrwało mi się.

wtorek, 8 lipca 2014

(Wataha Wody) od Hinomoto •

- W takim razie sądzę, że nasze drogi w tym momencie się rozchodzą. – Powiedziałam wyciągając dłoń ku nowej znajomej.
- Tak… - Spojrzała na mnie nieco zdziwiona i podała rękę.
Osobiście jestem dość staroświecka, może to ja zdziwiło, a może zdziwiła się ponieważ nie dociekałam. Nie wiem tego, ale sądzę, ze nasze drogi wkrótce znowu się skrzyżują. Wróciłam do miejsca, w którym zastałam moja współpracownicę w skowronkach. Pakowała się do domu, ale nie spodziewałam się, ze to może ja ucieszyć.
- Wszystko w porządku? – Popatrzyłam na nią nieco zdziwiona.
- Jutro przyjeżdża do mnie moja przyjaciółka i jej mąż. Mój ukochany przyjaźni się z nim, więc prawdopodobnie nie będziemy się kłócić! – Podskoczyła z radości.
- Wiesz, że i tak masz pracę? – Zapytałam nieco ją dołując.
- Co? Przecież nikt nie pracuje w piątki!!!- Usiadła z rezygnacją.
- W jakim świecie ty żyjesz? – Usiadłam obok niej. – Oczywiście, że pracujemy. Jedyne dni wolne to sobota i niedziela.
- Rozumiem… Będę musiał to chyba odwołać.
- Czy ja wiem. Pracujesz tylko do 15.00. – Pocieszyłam ją.
- No dobrze…. – Westchnęła.
- Właśnie, a nie pogodzisz się z mężem? – Dodałam.
- Boję się z nim rozmawiać, co rusz ma jakieś pretensje. – Odparła.
- Porozmawiaj z nim, a teraz się pakuj, za godzinę przyjeżdża samochód. – Uśmiechnęłam się.
 Dalej poszło dość szybko, pakowanie się, samochód, lot i dom. W końcu chwilę odsapnęłam, chociaż jutro praca, to i tak świetnie się czuję. Niestety w skrzynce pocztowej miałam pełno zleceń, a  przecież pracuję już dość sporo. Trudno pogodzić coś takiego. Do tego jeszcze ta 2 praca… Trudno, muszę się z tym pogodzić.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

(Wataha Mroku) od Lovely Loyal

Byłam właśnie w domu Aiome w gości ,by pożyczyć od Ao i poczytać trochę książkę o protetyce.
Gdy Ao dała mi książkę do rąk poszłyśmy do jej kuchni, przyniosła herbatę i jeszcze jedną książkę dla siebie.
Trochę pogadałyśmy o moim domku, o polityce ,o facetach i o pracy jak normalne przyjaciółki, potem Ao wstała
i powiedziała:
- Ktoś dzwoni do drzwi, poczekaj chwileczkę...
Oparłam się o krzesło, westchnęłam i zaczęłam czytać książkę o Protetyce od Ao.
Ostatnio mnie to zainteresowało ,a można nawet powiedzieć wciągnęło i stało się to moim hobby.
Nagle usłyszałam głos Minsa...chyba rozmawiał z Aiome:

- O, Mins. Co cie do mnie sprowadza?
- Ech. Chciałem cie zawiadomić, że zniknę na kilka dni. Muszę sobie wszystko poukładać.

- Ooo a co to? Czyżby nasz Mins nie umiał zapanować nad własną psychiką? -zażartowała.

- Odpuść.

- Dobrze.

- Wrócę za jakieś trzy, cztery dni. - po tym jak to powiedział z wrażenia prawie spadłam z krzesła.
Co prawda zawsze się gdzieś włóczył i rzadko bywał w swoim domu no i nie jesteśmy już od dawna razem ,ale trochę się o niego martwię...
Szybko zaznaczyłam zakładką stronę w książce na której skończyłam i cicho podeszłam do drzwi salonu Aiome i dalej podsłuchiwałam:

- Należysz do watahy od początku i lubię cie mięć pod ręką, bo jeszcze mnie nie zawiodłeś- stwierdziła Ao

- Aha.- odpowiedział ozięble

- Aaa i mam dla ciebie dość smutną wiadomość.

- Jaką?

- Emily odeszła.

- Co?!- reakcji Minsa mogłam się spodziewać...kochał Emily i dla niej mnie zostawił ,ale cóż...ona widocznie nie potrafiła żyć w nowym świecie...

- Nie krzycz na mnie. Dzień po przybyciu do tej krainy przyszła do mnie i oznajmiła, że odchodzi.- powiedziała Ao spokojnie

- Dobrze, przepraszam.

- I zanim odejdziesz, chciałabym wiedzieć w co ty się wplątałeś?- gdy to powiedziała skupiłam się na słuchaniu jeszcze bardziej, zawsze byłam ciekawa co się z nim dzieje...

- W nic.- odpowiedział prosto z mostu. Cóż, tym razem się nie dowiem gdzie się pałęta...

- Jesteś pewny?

- Tak.

- Skoro tak uważasz. No dobrze, nie będę cię dłużej trzymać. - pożegnała go , a ja szybko wróciłam na kanapę jak gdyby nigdy nic.

- Dzięki.- usłyszałam głos Minsa i zamykanie drzwi wejściowych.
Ao wróciła do kuchni i zdziwiła się trochę ,bo ubierałam moją marynarkę i szykowałam się do wyjścia, wzięłam jeszcze książkę od Ao do torby i byłam gotowa.
- Już wychodzisz ?- zapytała
- Tak...przypomniałam sobie ,że nie załatwiłam jednej ważnej sprawy... Dziękuję za książkę, herbatkę i miłą pogawędkę.- uśmiechnęłam się i jak najszybciej podeszłam do wyjściowych drzwi, chciałam dogonić Minsa.
Zanim wyszłam Ao złapała mnie za ramie.
- Podsłuchiwałaś naszą rozmowe prawda?- zapytała poważnie
-J...ja..tylko... a w ogolę jak ty...?- zająkałam się
-Mam swoje sposoby, dobra goń go... Też się trochę martwię ,że Mins wpadnie w tarapaty. Trzymaj się!- przerwała mi po czym puściła moje ramie i zamknęła drzwi.
Zmieniłam się w wilka i jak najszybciej pobiegłam za zapachem Minsa.
Pokierował się na las za miastem, przyśpieszyłam bieg.
Gdy byłam już w lesie poczułam niepokojący zapach dymu mieszający się z zapachem Minsa...
Po chwil dotarłam do rzeki i zauważyłam obcego mężczyznę siedzącego na kamieniu.
Przypadkiem nadepnęłam na patyk i trzasł, mężczyzna podniósł głowę i rozejrzał się:
-Kto tu jest?! Pokaż się!- powiedział głośno i wstał trzymając dłoń na pochwie z pistoletem w środku.
- Mins? To ty tak? - spytałam niepewnie
- Oh to tylko ty Love... Tak to ja..- schylił głowę ze smutną miną - Co tu robisz?- dodał
-E...ja...
-Śledziłaś mnie?- odpowiedział jakby za mnie
-Wybacz...- też schyliłam głowę
Nastało krótkie milczenie, było słychać tylko szum liści ,wiatru i wody.
Spojrzałam na Minsa, stał poważny wpatrzony wzrokiem w drzewo i milczał jakby nad czymś rozmyślał, tylko jego czarne włosy ruszały się pod wpływem wiatru.
Westchnął i spojrzał na mnie swoimi brązowymi niemalże kryształowymi oczami.
-Jeśli myślisz ,że śledząc mnie coś się o mnie dowiesz...mylisz się.- zdjął skórzaną kurtkę,
słońce rozświetlało jego ciało... miał na sobie białą przewiewną koszulę.
- Stało się coś? Tak dziwnie na mnie patrzysz...- zauważył
-Nic..- odwróciłam wzrok ,by nie zauważył moich rumieńców.
Nagle poczułam jak przejechał ręką po mojej twarzy
-C..co robisz?- zająkałam się
-Chociaż tak się zmieniłaś... wciąż jesteś taka śliczna...- uśmiechnął się
-Mins... usłyszałam jak mówiłeś z Ao ,że znikniesz na kilka dni... martwiłam się dlatego za tobą pobiegłam...- wykrztusiłam
-Rozumiem...- odpowiedział i usiadł znów na kamieniu
-Powiedz Love... czy ty wciąż... Ech...nieważne.- zrezygnował ze skończenia zdania,ale wiedziałam o co mu chodzi.
- Czy wciąż cię kocham...tak?- skończyłam
Popatrzył na mnie z lekkim zaskoczeniem po czym znów się uśmiechnął .
-Więc? Jaka jest twoja odpowiedź?- dodał po chwili
-Ja...Mins zrozum, nie mogę do ciebie wrócić...kocham cie jak brata i puki co niech tak pozostanie.
Zamilczał ze smutkiem, po chwili jednak podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Dobrze Love. Jeśli kochasz Brisingera rozumiem...cieszę się jednak ,że mogę być dla ciebie ważną osobą.
Nie martw się, wrócę niedługo...ale zostaw mnie samego proszę.Potrzebuje poukładać sobie to i owo... - po jego słowach z moich oczu poleciały łzy
-Uważaj na siebie i Wróć proszę...- to były moje oststnie słowa, puścił mnie dał całusa w policzek ,zmienił się w wilka i odbiegł gdzieś...
Wiem jednak ,że dotrzyma obietnicy ,więc w spokoju wróciłam do mojego mieszkania i znów zaczęłam czytać książkę o protetyce.
Postanowiłam też odwiedzić później Brisingera i przyjżeć się jego protezie...

środa, 25 czerwca 2014

(Wataha Mroku) od Rin

Podeszłam spokojnym krokiem do niego wraz z Hinomoto.
 - Mogę wiedzieć co to ma być? - Zapytałam ponuro.
 - Po prostu miałem nadzieję, że oduczę ciebie przyprowadzania pomocników - odparł. - Ale jak widać masz całkiem niezłe umiejętności - zwrócił się do dziewczyny.
Westchnęłam i spojrzałam na niego:
 - Nie sądzę, żeby miało to cokolwiek pomóc w osiąganiu twojego celu, a do tego mieszasz w to cywili.
 - TY mieszasz w to inne osoby - odparł z cieniem uśmiechu. - Ja nie miałbym powodu tego robić, gdybyś jej nie przyprowadziła.
 - Sama przyszła - wzruszyłam ramionami i spojrzałam na Hinomoto. - Nie dość, że przyszłaś to zaczęłaś mi prawić moralną gadkę o tym, by nie pozwalać nikomu niszczyć całego miasta i jednocześnie stwierdziłaś, że jestem manipulowana.
 - Ale przecież tak jest - powiedziała. - Jakby nie patrzyć jesteś postawiona w sytuacji z której jest tylko jedno wyjście, musisz chronić ludzi.
 - Ja niczego nie muszę - powiedziałam. - Poza tym poświęcenie jednego czy dwóch miast to jest nic w porównaniu z jego planami - dodałam. - Nieprawdaż?
 - A właśnie jestem ciekawy skąd znasz moje plany - przypomniało mu się. - Hmm... Kojarzysz może taką księgę z granatową okładką, jeden z dwóch egzemplarzy, które się zachowały?
 - Być może - uśmiechnęłam się. - Mniej więcej takiej grubości ze złotymi literami na okładce? - Pokazałam odległość między palcami około 5 cm.
 - Co za przypadek... - Zaczął.
 - ... Nieprawdaż? - Dokończyłam.
Hmm... W sumie to nie powinien był poruszać tego tematu z książką, teraz mi Hinomoto na pewno nie odpuści i będzie chciała się dowiedzieć o co chodzi, a tak mogłabym ominąć ten temat.
 - A teraz pora na prawdziwe zadanie.
 - Pass - powiedziałam. - Zmęczyłam się z tym bieganiem za bombami.
 - Nie potrafisz sobie odpuścić swoje zagrywki słowne? - Zapytała dziewczyna.
 - Nie postrzegalibyście mnie za tą samą osobę, gdybym sobie odpuściła moje zagrywki słowne - uśmiechnęłam się. - Poza tym ja mówię poważnie, my już skończyłyśmy zadanie - roześmiałam się.
To za jaką mnie postrzegają to jedna ja, a to kim jestem to druga ja.
Milczeli chwilę się we mnie.
 - O czym ty mówisz? - Hinomoto wyglądała, jakby myślała, że postradałam zmysły.
 - Naprawdę muszę ci to tłumaczyć? - Uniosłam brwi. - Po prostu za wcześnie wyjął swojego asa z rękawa, nieprawdaż?
Odwróciłam się w stronę, gdzie powinien on stać, ale nikogo tam nie było.
 - Wygląda na to, że mam rację. Wygrana jest po naszej stronie.
 - Powiedz wreszcie o co ci chodzi - zażądała. - Nie nadążam za twoim tokiem myślenia.
 - Serio, tego nie ogarniasz? - Upewniłam się nieco zaskoczona. - No cóż, tyle to mogę ci wytłumaczyć.
 - Wytłumaczysz to mi wszystko.
 - Jesteś całkiem przekonująca, ale... - Zawiesiłam na chwilę głos. - Pass. Wybacz, ale muszę tobie odmówić, po prostu mam taki dzień. Ograniczę się do skróconej wersji wyjaśnień.
No może nie do końca chodzi mi o dzień... Nieważne czy mam ochotę odmawiać ludziom czy nie to i tak bym jej tego nie powiedziała.
 - Pamiętasz może jak mówiłam ci, że muszę przystąpić do zadania, bo inaczej zginą ci wszyscy zwykli ludzie - rozłożyłam rękę. - To jest wyjaśnienie.
Nie żebym o nich dbała... Prawdopodobnie, gdyby nie Hinomoto to mogłabym to sobie darować.
 - Mówisz bez sensu - zwróciła mi uwagę.
 - Bomby - kontynuowałam. - Chciał się ciebie pozbyć przy bombach, lecz jednocześnie w momencie ich rozbrojenia stracił swojego asa w rękawa, jednak twoje pojawienie się na coś przydało. Podejrzewam, że początkowo wcale nie miał w planach ich wykorzystania.
 - Faktycznie - zorientowała się. - Teraz, jak o tym pomyślę to jest to logiczne, ale jak na to wpadłaś?
 - Prawdziwym powodem dla którego się mną interesuje nie są moje moce - uśmiechnęłam się ponuro. - Znajduje się on tutaj - wskazałam moją głowę. - Jestem świetnym strategiem, matematykiem, posiadam niewiarygodną pamięć i tak dalej... Co prawda moce również mam potężne, ale dzięki mojej analizie sytuacji jeszcze nie miałam ich okazji nigdy w pełni wykorzystać.
 - Twierdzisz, że wszyscy jesteśmy gorsi? Że z tobą przegramy?
 - Może źle się wyraziłam - odparłam. - Po prostu konkurując lub walcząc ze sobą prowadzimy dwie różne gry z innymi zasadami. Tak jakbyś znała ileś zasad i zakazów i posługiwała się tylko nimi, a inna osoba dowolnie nimi manipulowała i przekraczała granice nie łamiąc zasad. Tak jakby ktoś przeciwko tobie walczył bronią palną, a ty miała jedynie krótki sztylet i nie mogła się zbliżyć.
 - Nie brzmi to jak przeciwnik z którym chciałabym się zmierzyć - stwierdziła. - Byłby dosyć uciążliwy. Pewnie mocno zaszedłby mi za skórę, jeśli bym pozwoliła na zbyt długą walkę.
 - Nom, a ja właśnie jestem tym uciążliwym wkurzającym przeciwnikiem - uśmiechnęłam się. - Chociaż na co dzień również jestem wkurzająca, nawet jeśli stoimy po tej samej stronie.
 - A co on od ciebie chce?
 - W to akurat nie mam ochoty się zagłębiać - wyjęłam z plecaka niebieską książkę o której wcześniej z nim rozmawiałam i...
Nagle wszystkie jej atomy po prostu zniknęły. Wymazałam je z tego świata.
 - Lepiej, żeby już nikt tego nie przeczytał - stwierdziłam. - No cóż... Będę musiała jeszcze dorwać ostatni egzemplarz w jego posiadaniu i go zabić, a wtedy będzie po sprawie.

wtorek, 24 czerwca 2014

(Wataha Wody) od Hinomoto

Szczerze zmartwiłam się tą cała sytuacją, ale to, że nie jestem do czegoś zdolna, to mnie zdziwiło.  Rin naprawdę była nie tyle co arogancka, ale i dość pochopnie oceniała moją osobę.
- Powadzenia, wiec życzę w szukaniu bomb. Podpowiedzią jest to, że jest ich 66. – Powiedziała postać i odeszła.
- Świetnie, nawet nie powiedziała ile mamy czasu! – Powiedziała Rin wypatrując już miejsc, gdzie mogą być bomby.
- Nie musiała, napisała na piachu. – Powiedziałam.
- Co? – Zapytała zakręcona.
- Mamy pół godziny. – Powiedziałam.
- Najpopularniejsze miejsca występujących bomb, to tam gdzie jest najwięcej restauracji i tego typu miejsc. – Powiedziała Rin.
- Zamiast snuć podejrzenia, może to sprawdzimy? – Zapytałam.
- Niby jak? – Spojrzała na mnie, jak na idiotkę.
- Jestem magiem wody, bez problemu po wpuszczeniu wody w ziemię, wykryję tego typu przedmioty. – Oznajmiłam.
- Woda nie daje wyczucia przedmiotów, a jeśli już to nie koniecznie możesz wpaść na bombę. – Trafnie spostrzegła.
- Chyba, że zmienię się w wodę. – Wzruszyłam ramionami.
- Tak, tylko co jeśli nie wszystkie będą pod ziemią? – Zapytała.
- To już pozostawiam Tobie. – Po mojej twarzy przeszedł jakby uśmiech, po czym rozpłynęłam się i szybko znalazłam pierwszą bombę.
Niestety nie znałam się na rozbrajaniu… Nie, jednak coś kiedyś czytałam, ale nie wiedziałam do końca na jakie niebezpieczeństwo narażam innych, a  to jest… Głupie. Jednak szybko rozbroiłam jakoś tę maszynę i ruszyłam dalej. Tak rozbrajając jak największą liczbę bomb, czas mijał dość szybko. Każde z tych machin zbrodni było, zaprogramowane niestety inaczej, tak więc po chwili orientowałam się jak je rozbrajać. Znalazłam ich około 46. Reszta zajmowała się Rin. Gdy ją znalazłam siedziała w szybie wentylacyjnym i męczyła się nad jakimś dziwnym sprzętem, o którym nie miałam pojęcia, że istnieje.
- Jak Ci idzie? – Zapytałam.
- Mi dała najtrudniejsze, to tak nowoczesny sprzęt, że go nigdzie jeszcze nie opisali. – Powiedziała, odcinając jakiś fioletowy kabelek.
- Nie znam się na tym kompletnie. – Powiedziałam szczerze.
- Dlatego musiałam się w  to plątać. – Powiedziała wkurzona.
Wyszłam z szybu i poleciałam do jakiegoś sklepiku ze sprzętem elektronicznym i popytałam trochę. Facet znał się na rzeczy i dużo mi wytłumaczył w jakieś 10 minut. Wróciłam do Rin, która skończyła już 5 bombę. Resztę rozbrajałyśmy razem i dzięki naszej współpracy wyrobiłyśmy się idealnie. Tylko 10 sekund dzieliło nas od porażki, dodatkowo w bardzo zaludnionym obszarze. Nie wiem co blondynka , z która pracowałam myśli teraz o mnie. Mam jednak podejrzenia, że trochę inaczej patrzy na moją osobę.

czwartek, 12 czerwca 2014

(Wataha Mroku) od Rin

Patrzyłam chwilę na Hinomoto uważnie, ale nie zmieniając wyrazu twarzy. Oceniłam jej postawę, mimikę... Nie... Nic nie wskazywało na to, że jest typem, który łatwo mieć z głowy.
 - Jesteś dość dziecinna. Wiesz, ze jeśli zawiedziesz to może zginąć nawet całe miasto. Traktujesz to jako zabawę? Nie sądzę. - Przyjrzała mi się uważnie.
Zapowiadało się na dłuższą rozmowę...
 - Jesteś natarczywa. Radziła bym Ci się zwijać. - Poradziłam uprzejmie, ale mój wzrok wcale taki nie był.
 - Po prostu jestem ciekawa twojej osoby. - Odparła.
Taaa... Nie lubię tego typu osób. Bardzo mnie przypomina, dawną mnie. Nie mogę jej zignorować i pozwolić, by dowiedziała się zbyt wiele jednocześnie. Nie wątpię, że wie, iż informacja jest potężną bronią. Tylko czy wie, że jest ona bronią obusieczną...
 - Ciekawa? Heh, nie wyglądasz na taka, którą coś obchodzi. - Zauważyłam od niechcenia.
 - Nie jesteś zwyczajna, raczej zagubiona. Niby szukasz atrakcji, a co za tym się kryje tak naprawdę… Jeszcze tego nie odkryłam.
Teraz to już zupełnie mi się to nie podobało...  Ale jednocześnie omal nie wybuchłam śmiechem i utrzymałam tylko moją minę ze względu na idealną samokontrolę moich reakcji. Ja zagubiona? Nie sądziłam, że wpadnie na coś takiego.
 - Nie dociekaj. - Udałam, że się wkurzam.
 - Nie zamierzam. Kiedyś się i tak dowiem - Odparła.
Nagle podszedł do nas ten osobnik, którego spotkałam ostatnio w ruinach, gdy byłam z Aoime. Wiedziałam, że to on, chociaż wciąż nie znałam jego twarzy.
 - Czyżbyś sprowadziła pomocniczkę? - Zapytał.
 - Czyżbym nie mogła tu stać i rozmawiać, bez żadnego celu? - Zapytała ironicznie Hinomoto.
 - Wyszczekana. - Zwrócił się do mnie.
Hinomoto najwyraźniej go kompletnie nie interesowała. Czego więc ode mnie chciał...?
 - Jak już mówisz takie rzeczy to zwracaj się z łaski swojej do mojej osoby. - Skomentowała.
 - Z całym szacunkiem, nie do Ciebie tu przyszedłem. - Odparł.
 -  Jednak mówisz coś o mnie, jakby mnie tu nie było. Jest to nie tyle co nie uprzejme, jak i nie stosowne - powiedziała.
 - Wystarczy tych grzeczności. – Wtrąciłam, czując, że ta dyskusja nie zmierza w dobrym kierunku.
 - Jak zwykle znudzona - skomentował kręcąc głową.
 - To nie przedłużaj i do setna - powiedziałam nie mając już nic w sobie z tego beztroskiego tonu.
...
Westchnął. Chyba liczył, że wykażę się większym zainteresowaniem tą sprawą.
Trochę byłam niezadowolona, że była tutaj Hinomoto, nawet jeśli jej moce mogły być przydatne to nie chciałam przy niej zadawać pewnych pytań... Jednak nie wątpię, że będę miała jeszcze okazję się tego dowiedzieć.
Uśmiechnęłam się pod nosem i powiedziałam:
 - Ostatnio nie udało ci się pogrzebać mnie i Alfy Mroku w tych ruinach, rozumiem, że tym razem wymyśliłeś coś bardziej skutecznego.
 - Nie mieliśmy na celu ciebie zabić - odparł.
Co? Więc co w takim razie było ich celem?
Na dwie sekundy straciłam maskę emocji. Nie mogłam w to uwierzyć... Jeśli nie chcieli mnie zabić, czy to możliwe, że... Nagle zdałam sobie sprawę co przeoczyłam. Nie jest dobrze, przecież to szalone.
Na mojej twarzy odbiła się dzika złość z iskierką strachu połączone z ironicznym uśmiechem niedowierzanie i drwiną, która była w tym zawarta. Trwało to tylko chwilę, ale jednak jestem pewna, że ani on, ani Hinomoto tego nie przegapili.
Po chwili się jednak roześmiałam.
 - To nie jest możliwe - zapewniłam go. - Prawdopodobieństwo, że to się uda wynosi mniej niż jeden do biliona, a stawka jest wysoka.
 - Nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy - odparł. - A ja nie boję się zaryzykować.
Zacisnęłam dłonie w pięści.
 - Co za szkoda - uśmiechnęłam się bez emocji. - Że nie zamierzam wam w tym pomóc, ani tym bardziej brać udziału w dzisiejszej zabawie.
 - To najwyraźniej ci ludzie zginą - wzruszył ramionami i po jego postawie stwierdziłam, że naprawdę jego to nie obchodziło. Zrobi wszystko, żeby osiągnąć cel, a na końcu uzna, że nie to i tak się opłaciło.
 - Rin - zwróciła mi uwagę Hinomoto. - Nie powinnaś w to mieszać niewinnych cywili.
 - Więc niech może twoja przyjaciółka się tym zajmie? - Zaproponował.
 - Bez obrazy - zwróciłam się do niej, a potem moje spojrzenie zwróciłam w jego stronę. - Nie sądzę, żeby ona miała wystarczające umiejętności do tego. Raczej jest typem do walki.
 - Zrobię to - powiedziała Hinomoto.
 - A więc twierdzisz, że nie da rady i chcesz ją dobrowolnie wystawić na śmierć?
Powstrzymałam narastającą chęć uduszenia go, ponieważ miałam jakieś dziwne przeczucie, że bezpośredni atak nic nie da i westchnęłam.
 - Wygląda na to, że nie mam wyboru - uśmiechnęłam się, tym razem niby bezradnie. - Dobrze, wezmę w tym udział tylko lepiej, żebyś tego później nie żałował.

wtorek, 3 czerwca 2014

(Wataha Wody) od Hinomoto

- Muszę iść coś jeszcze załatwić. – Powiedziałam ruszając na poszukiwania Rin.
Nie wyjaśniła mi wszystkiego, więc musi być w tym coś większego.
*Rozmowa z Rin.*
- Jesteś dość dziecinna. Wiesz, ze jeśli zawiedziesz to może zginąć nawet całe miasto. Traktujesz to jako zabawę? Nie sądzę. – Przyjrzałam się jej uważnie.
- Jesteś natarczywa. Radziła bym Ci się zwijać. – Odparła.
- Po prostu jestem ciekawa twojej osoby. – Odparłam.
- Ciekawa? Heh, nie wyglądasz na taka, którą coś obchodzi.- Trafnie spostrzegła.
- Nie jesteś zwyczajna, raczej zagubiona. Niby szukasz atrakcji, a co za tym się kryje tak naprawdę… Jeszcze tego nie odkryłam.  – Powiedziałam z lekkim uśmieszkiem.
- Nie dociekaj. – Wydawała się wkurzona, ale to tylko pozory.
-Nie zamierzam. Kiedyś się i tak dowiem. – Odrzekłam.
Nagle ktoś podszedł.
- Czyżbyś sprowadziła pomocniczkę?- Zapytała tajemnicza postać.
- Czyżbym nie mogła tu stać i rozmawiać, bez żadnego celu? – Zapytałam ironicznie.
- Wyszczekana. – Odparła postać.
- Jak już mówisz takie rzeczy to zwracaj się z łaski swojej do mojej osoby. – Skomentowałam.
- Z całym szacunkiem, nie do Ciebie tu przyszłam. – Odparła.
-  Jednak mówisz coś o mnie, jakby mnie tu nie było. Jest to nie tyle co nie uprzejme, jak i nie stosowne. – Powiedziałam.
- Wystarczy tych grzeczności. – Wtrąciła Rin.
- Jak zwykle znudzona. – Powiedziała postać kręcąc głową.
- To nie przedłużaj i do sedna. – Powiedziała.

(Wataha Mroku) od Rin

Wściekle kopnęłam puszkę stojąc przed centrum handlowym.
Od spotkania z Hinomoto minął już pozostały czas do spotkania, a ja jedyne co zdobyłam to plany podziemi miasta oraz budynku w którym miało się odbyć spotkanie - czyli jednego z większych centr handlowych w Amityville - ostatniego miejsca w którym spodziewałam się, żeby zorganizowali tą samobójczą grę - łamigłówkę.
Zostało mi jeszcze około godziny czasu, ale nie mam zbytnio ochoty przepychać się w tym tłumie ludzi od sklepu do sklepu. Większość śmiertelników jest zaślepiona przyziemnymi sprawami, podczas swoich marnych żywotów.
 - Jeszcze ciebie nie spytałam - usłyszałam za sobą głos. - W jakim celu w ogóle przybyłaś do Amityville?
Odwróciłam się. Za mną stała Hinomoto.
 - Powiedz mi chociaż jeden powód, dlaczego miałabym ci to powiedzieć? - Uśmiechnęłam się.
 - A jest niby taki dla którego miałabyś mi nie powiedzieć - spojrzała na mnie badawczo.
 - Nie sądzę - odparłam, a wzór chodnika mnie nagle zainteresował. - Nie zdradzam watahy, nie uciekam, ani nic w tym stylu. Po prostu nie sądzę, żeby ciebie to zainteresowało.
 - Myślę, że ja powinnam osądzać co mnie interesuje.
Prychnęłam rozbawiona. Czy oni wszyscy muszą brać wszystko na poważnie?
 - A więc lubisz wpychać nos w cudze sprawy?
Hinomoto nie podzielała mojego rozbawienia.
 - Chyba to ty zaczęłaś wpychać nos w sprawy innych, nie sądzisz? - Zauważyła.
 - Ale ja tego nie zrobiłam specjalnie - wzruszyłam ramionami.
Milczała chwilę mnie obserwując. Naprawdę kiedyś mogłam ją przypominać... Super poważna starająca się ukryć wszystkie swoje wady i słabości.
Hmm... Chyba nudzi mnie ta farsa, ona nawet nie dostarcza mi rozrywki.
 - Po prostu jestem umówiona na spotkanie - powiedziałam zamykając lewe oko. - Można powiedzieć, że ze znajomym.
"Znajomym".... chyba powinnam dodać określenia takie jak: chcący mojej śmierci, psychiczny, niebezpieczny itd.
 - A w jakim celu? - Zapytała i czekała na moją odpowiedź.
 - A w jakim celu mnie śledziłaś? - Zapytałam, a po chwili kontynuowałam. - Ciekawość? Podejrzliwość? Pragnienie utrzymania kontroli nad sytuacją? A może jeszcze coś innego?
Niezbyt spodobało się jej to pytanie, ponieważ niemalże warknęła, ja ponownie się uśmiechnęłam na chwilę, a potem spoważniałam.
 - Zapomnij o pytaniu. Twoja reakcja wystarczy mi za odpowiedź na to co mnie nurtowało, ale nie zawarłam w pytaniu, które samo szczerze mówiąc zbytnio mnie nie obchodziło. Po prostu ktoś z moich znajomych miał ponownie ochotę rzucić mi kolejne samobójcze wyzwanie. - Stłumiłam ziewnięcie. - I jak zwykle musieli dać jakiś argument nie do odrzucenia w typie "zniszczę cały miasto, jeśli nie przyjdziesz".
 - W skrócie dajesz im się sobą manipulować - podsumowała.
Roześmiałam się.
 - Tak myślisz? Niestety, ale jesteś w błędzie.
 - A więc jaki jest powód dla którego tu przebywasz?
 - Powód? A potrzebuję powodu, żeby to robić? Owszem, mam jeden, ale naprawdę powinnaś już przestać wtykać nos w moje sprawy.
 - Możesz przestać wreszcie mówić w ten sposób?
Patrzyłam na nią przez chwilę i w końcu otworzyłam lewe oko.
 - Myślałam, żeby trochę zapewnić sobie trochę rozrywki w ten sposób - powiedziałam normalnie bez uśmiechu czy śmiertelnej powagi. - Myślałam, że pomoże mi to zabić nudę, ale faktycznie takie mówienie jest męczące, a uciążliwych rzeczy nie warto robić, jednak doszłam do wniosku, że jeszcze bardziej uciążliwe byłoby branie wszystkiego na poważnie oraz czekanie przez godzinę tylko się snując, a w ten sposób ucięłyśmy sobie ciekawą pogawędkę.
Hinomoto zostawiła to bez komentarza.