sobota, 9 lutego 2013

(Wataha Ziemi) od Kiche



Całą noc spędziłam na polanie, wiedziałam, że nie jestem sama ale straciłam ochotę na jakiekolwiek rozmowy, byłam tylko ja i noc… no i oczywiście myśli… tworzyły istną burzę ! „Pora w końcu obudzić dzień” – pomyślałam. Słońce wstawało ociężale jakby mówiło do mnie, że jeszcze nie czas na nie.
- Nie ociągaj się słoneczko, dziś kolejny dzień wiosny więc mniej spania. – powiedziałam z dumą do słońca.
„Nie wracam do jaskini, ooo nie ma mowy, jestem tu dopiero kilka dni a nic nie znam ! „  - zaczęłam zwiedzać.
Natrafiłam na piękny, duży las ale nie był On zwyczajny. Bujne, rozłożyste korony zamiast liści miały szmaragdy. Przechadzka była bardzo miła, białe promienie które przechodziły przez kamienie rozbijały się  na milion innych kolorów, wyglądało to cudnie.  W pewnej chwili straciłam humor…  zaczęłam przypominać sobie stare lata- „kiedy to ja i bliski mi towarzysz bawiliśmy się razem w podobnym lesie.. była to nasza ostatnia zabawa … aż stanęliśmy koło wielkiego dębu, uradowani dniem. Wyczułam trzy wilki, że z wielką prędkością zbliżają się do nas… ale było za późno. Kiedy się zorientowałam trzy potężne, skrzydlate bestie stały naprzeciwko nas. Przypomniałam sobie, że jeden zapytał czy to ja jestem Kiche, domyślałam się że nie są z naszej watahy (a przynajmniej z tego co z niej zostało po długiej wojnie) bo tam każdy mnie zna, zgodnie z prawdą odpowiedziałam, wtedy jeden z nich złapał mnie za kark i rzucił o drzewo i straciłam na chwilę wzrok. Mój kompan od razu postawił się trzem basiorom, ale zapomniał chyba o tym, że nie jest nieśmiertelny … Usłyszałam pisk i odgłos łamiących się kości… wiedziałam co się stało. Uciekłam przecież, do mojej watahy. Stary Basior kazał mi uciekać… moja tułaczka trwa aż do dziś ? „ – zastanawiałam się … nigdzie chyba nie ma dla mnie miejsca…Postanowiłam odwiedzić polanę i zobaczyć jak pszczoły i motyle umilają życie kwiatom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz