sobota, 9 lutego 2013

(Wataha Mroku) Od Aurory

Tego dnia byłam bardzo podekscytowana. Koło Ziemi, przelatywała dziś kometa, która jest widoczna tylko raz na 50 lat! Nie posiadałam teleskopu, lecz dzięki mojemu świetnemu wzrokowi, a także małemu stopniowi zachmurzenia, wiedziałam, że będę mogła ją ujrzeć, jeśli znajdę jakąś wysoką górę. Pośpieszyłam więc do Aoime, by wskazała mi najwyższą górę.
  - Tam – wskazała kierunek – A po co ci ta wiadomość?
- Będę obserwować kometę! - rzuciłam, i szybko popędziłam w tamtą stronę.
Pamiętałam jak to babcia, mówiła mi o tej komecie, nazywałam ją Ariusz-879, chodź podejrzewam że jej oficjalna nazwa była inna. To właśnie dzięki babci, posiadałam dużą wiedzę astronomiczną, i żałowałam, że nie podziwiam tej komety razem z nią. Jednak, jeśli mam szansę ją zobaczyć, to nie mogę zmarnować okazji. Gdy stanęłam u podnóża góry, zaczęła się długa i żmudna wspinaczka. Dobrze sobie radziłam z wędrówkami, bo dużo podróżowałam, by zaobserwować różne zjawiska. Gdy byłam już na szczycie, było prawie ciemno. Pozostało mi tylko czekać. Gdy wreszcie świat stał się ciemny, a gwiazdy rozbłysły światłem, nagle niebo zrobiło się niebieskie, i nagle ją ujrzałam. Była piękniejsza, niż w moich wyobrażeniach, i poczułam, jakby babcia była znowu przy mnie, i razem podziwiamy ten wspaniały widok. Gdy kometa przeleciała, świat znowu stał się ciemny, a mi z oczu leciały łzy. Noc spędziłam na górze, a gdy rano wróciłam do domu, zobaczyłam Aoimę, która zapytała:
- I co? Była kometa?
- Była! - powiedziałam ucieszona – Teraz muszę jeszcze zobaczyć 37 innych komet, które nadlecą do naszego systemu w przeciągu 100 lat, oraz dokonać kilku astronomicznych odkryć...
- Sporo – mruknęła.
- Może, ale podziwianie nieba, to rzecz, którą kocham najbardziej – uśmiechnęłam się, i poszłam coś zjeść na śniadanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz