Tego dnia byłam bardzo podekscytowana. Koło Ziemi, przelatywała dziś
kometa, która jest widoczna tylko raz na 50 lat! Nie posiadałam
teleskopu, lecz dzięki mojemu świetnemu wzrokowi, a także małemu
stopniowi zachmurzenia, wiedziałam, że będę mogła ją ujrzeć, jeśli
znajdę jakąś wysoką górę. Pośpieszyłam więc do Aoime, by wskazała mi
najwyższą górę.
- Tam – wskazała kierunek – A po co ci ta wiadomość?
- Będę obserwować kometę! - rzuciłam, i szybko popędziłam w tamtą stronę.
Pamiętałam jak to babcia, mówiła mi o tej komecie, nazywałam ją
Ariusz-879, chodź podejrzewam że jej oficjalna nazwa była inna. To
właśnie dzięki babci, posiadałam dużą wiedzę astronomiczną, i żałowałam,
że nie podziwiam tej komety razem z nią. Jednak, jeśli mam szansę ją
zobaczyć, to nie mogę zmarnować okazji. Gdy stanęłam u podnóża góry,
zaczęła się długa i żmudna wspinaczka. Dobrze sobie radziłam z
wędrówkami, bo dużo podróżowałam, by zaobserwować różne zjawiska. Gdy
byłam już na szczycie, było prawie ciemno. Pozostało mi tylko czekać.
Gdy wreszcie świat stał się ciemny, a gwiazdy rozbłysły światłem, nagle
niebo zrobiło się niebieskie, i nagle ją ujrzałam. Była piękniejsza, niż
w moich wyobrażeniach, i poczułam, jakby babcia była znowu przy mnie, i
razem podziwiamy ten wspaniały widok. Gdy kometa przeleciała, świat
znowu stał się ciemny, a mi z oczu leciały łzy. Noc spędziłam na górze, a
gdy rano wróciłam do domu, zobaczyłam Aoimę, która zapytała:
- I co? Była kometa?
- Była! - powiedziałam ucieszona – Teraz muszę jeszcze zobaczyć 37
innych komet, które nadlecą do naszego systemu w przeciągu 100 lat, oraz
dokonać kilku astronomicznych odkryć...
- Sporo – mruknęła.
- Może, ale podziwianie nieba, to rzecz, którą kocham najbardziej – uśmiechnęłam się, i poszłam coś zjeść na śniadanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz