Siedziałam pogrążona w lekturze, lecz jednocześnie coraz bardziej sfrustrowana. W tych głupich księgach nie było niczego pożytecznego, co by mi pomogło rozwiązać mój problem.
W końcu zmęczona postanowiłam wyjść na zewnątrz, lecz zatrzymał mnie śmiech i jakiś dziwny hałas.
- Jak możesz atakować kogoś ze swojej własnej watahy - usłyszałam syk.
- Lubię dreszczyk emocji i walkę, a ostatnio jakoś ciężko o to, a nowi często mogą zapewnić rozrywkę - to była... Demira i miałam złe przeczucia.
Już miałam interweniować, ale zamyśliłam się chwilę, bo do głowy przyszedł mi pewien pomysł i zanim się zorientowałam Demira zaatakowała drugą wilczycę. Szybko wkroczyłam do akcji i położyłam mojej uczennicy (jeśli chodzi o walkę mieczem) dłoń na ramieniu i rzuciłam jej karcące spojrzenie.
Wadera przerwała atak i mgła się rozwiała, jednak druga postanowiła to wykorzystać. Szybko ją zatrzymałam po błyskawicznym przemieszczeniu się w drugą stronę.
- Słuchajcie Aoime nie ma i ponieważ jestem Betą to ja zastępuje i nie
chce żebyście walczyły przed jaskinia kiedy inni śpią - oznajmiłam spokojnie.
- Jasne rozumiem. I tak miałam iść spać - powiedziała Demira nas wymijając.
Wadera z którą zostałam patrzyła morderczym spojrzeniem w stronę Demiry.
- Jeśli ją zaatakujesz przez sen ja ciebie dopadnę - oznajmiłam z uśmiechem na ustach. - Żadnych walk pod nieobecność Alfy.
- Ale to ona zaczęła - syknęła.
- Być może masz rację - powiedziałam. - Ale jeśli chcesz dalej ciągnąć tą sprawę zwróć się potem do Alfy. Nie martw się, dopilnuję byś przypadkiem nie doznała uszczerbku na zdrowiu ani nikt inny.
Po tych słowach wróciłam do mojej groty i znowu zaczęłam ślęczeć nad księgami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz