Zależało mi głównie na tym, by nauczyć się nowych zaklęć, wieczorami ćwiczyłam walkę, noce spędzałam z Shadowem, a resztę dnia siedziałam nad wodospadem, bądź na łące, ćwicząc magię. Czasem wpadałam skontrolować, jak mijają ćwiczenia Aurorze.
Wsłuchiwałam się w cichy plusk wody, która spadała z wysokości, by wtopić się w całość i popłynąć w dół rzeki. Usłyszałam świergot ptaka. Otworzyłam oczy i przekręciłam delikatnie głowę. Czas spróbować nowej sztuczki.
Wyciągnęłam w jego kierunku rękę, spojrzał zaniepokojony, zrywał się do lotu, ale go powstrzymałam. Zacząć piszczeć i wiercić się z bólu, padł po chwili.
Pochyliłam się nad nim z niewyobrażalną radością, ponieważ nauczyłam się nowej sztuczki. Szkoda jednak ptaka, zwłaszcza, że nie jestem u siebie i Nemezis mogłaby się pogniewać.
- Może spróbuj go wskrzesić?
Głos dobiegał zza moich pleców, należał naturalnie do Nemezis. Przeszła do przodu i pochyliła się nad stworzeniem. Ułożyła palce w specyficzny sposób, ciągnąc za sobą istotkę do góry, po chwili otworzył oczy i odleciał.
- Masz. - wręczyła mi niewielki świstek papieru. - Może ci się przydać.
Posłała mi buziaka i zniknęła, a ja usiadłam na kocu. Cudownie było tak czuć spokojne muśnięcia słońca na swojej twarzy, u nas odchodziło to w zapomnienie. Ale nie narzekałam na pogodę, zdecydowanie wolałam zimę, lecz i taka odskocznia wydawała się potrzebna.
Rozejrzałam się dookoła. Pełno było obumarłych roślin, czy owadów. Zaklęcie wypełniło mi czas aż do samego wieczoru, głód pociągnął mnie w stronę obozu.
Walczyli w trójkę, a na ruszcie opiekał się jakiś zwierz, w ogromnym kotle gotował się jakiś płyn.
- Świetnie wam idzie. - zbliżyłam się do całej trójki. - Shadow, masz może ochotę ze mną? - posłałam mu uśmiech, który prawdopodobnie rozumieliśmy tylko my.
- Z przyjemnością. - mruknął.
Rzuciłam mu szablę i wsunęłam skórzane rękawiczki. Przyjęłam postawę en garde, a Aurora rzuciła komendę.
- Allez!
Staraliśmy nie zrobić sobie krzywdy, nie wiem, ale nasz styl walki w stosunku do siebie się zmienił. Gdy ostrze przecięło materiał mojej bluzki, na chwilę się zamyśliłam, czy nie przerwać walki, ale tak nie wypada. W końcu szabla znalazła się pod jego gardłem.
- Mogę uznać to za wygraną?
Kiwnął głową, a ja poszłam zmienić ubiór. Gdy wróciłam, wszyscy siedzieli na grubych, drewnianych pniach przeciętych na pół i sączyli jakiś napar z kubków.
Usiadłam obok alfy powietrza.
Podał mi kubek i rzucił.
- Jutro domagam się rewanżu.
- Jasne. - zachichotałam.
Wieczór upłynął nam, dla odmiany, radośnie i beztrosko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz